Czuję, że zachodzi we mnie przemiana

Dzięki kursowi „Nowe życie z Bogiem”, który miałem okazję przeżyć, lepiej zrozumiałem na czym polega relacja między Bogiem a człowiekiem. Zawarte w kursie treści zmieniły moje wyobrażenia dotyczące naszej wiary. Dotychczas żyłem w poczuciu wewnętrznego niepokoju, nerwowości, otoczony pytaniami, na które nie mogłem znaleźć rozwiązania. Nie dość, że otrzymałem odpowiedzi na nurtujące mnie pytania, to czuję, że zachodzi we mnie przemiana. Niepokój panujący w mojej głowie i sercu, zamienił się w wewnętrzny spokój, a powracająca nadzieja każe mi wierzyć, że najlepsze dopiero przed nami.

Chwała Panu!

Krzysztof

Bóg po raz kolejny zapewnił mnie o swojej miłości!

W dniach 5-7 grudnia 2014 r. Pan Bóg zaplanował i obdarował nas najpiękniejszymi prezentami i darami, które pozwoliły rozpocząć nowy rozdział w życiu – kurs Nowe Życie z Bogiem. Kurs prowadziły osoby ze wspólnot należących do Szkoły Nowej Ewangelizacji Św. Filipa wraz z pasterzem ks. Mirosławem Opielą.
Pragnę wyrazić swoją radość za umożliwienie przez moją wspólnotę uczestnictwa po raz pierwszy w gronie ekipy prowadzącej. Bóg po raz kolejny w moim życiu zapewnił mnie o swojej miłości, która jest niezmienna, niesamowita i bezwarunkowo dana od zawsze i na zawsze. Uświadomiłam sobie, że decyzja, którą podjęłam prawie cztery lata temu, o ustanowieniu Jezusa Panem mojego życia, była najlepszą z podjętych dotychczas decyzji. Żyjąc według woli Bożej i Jego planu na moje życie jestem w pełni szczęśliwa. Jezus jest źródłem trwania i czerpania z Niego sił na każdy dzień. Dziękuję Jezusowi za ten czas kursu, za Jego Słowo, które wzruszało mnie w momentach, gdy było odpowiedzią na moje problemy. Dziękuję za Jego działanie w moim życiu, które wciąż mnie zaskakuje i łamie blokujące mnie schematy. Bóg utwierdził mnie w tym, gdzie jest moje miejsce w życiu. Odczułam radość uświadamiając sobie, jak ważna jest dla mnie wspólnota, do której On mnie zaprosił. To w tej wspólnocie mogę wzrastać w wierze, słuchać i żyć Jego słowem. Dziękuję Bogu za doświadczenie jedności wspólnoty w gronie ekipy i uczestników. Zwłaszcza teraz chcę oddać chwałę Bogu za te wszystkie osoby, które przyprowadził na kurs. Stawiając kolejne kroki wiary otwierali swe serca na Dobrą Nowinę o Jezusie. Kurs ukończyło 27 uczestników, których teraz powierzamy Jezusowi, aby mocą Ducha Świętego mogli wytrwać w postanowieniach jakie podjęli. Niech ten czas kursu wyda w ich życiu jak najlepsze owoce.
Za to całe doświadczenie wspaniałości i wielkości Boga, o którym w tak krótkim czasie mogliśmy się przekonać. Chwała Panu!
Małgorzata

Bałem się tego czy aby kurs nie zbliży mnie zbytnio do Kościoła …

Na kurs Filipa wybierałem się przez niemal dziesięć lat. Zawsze w moim życiu było coś ważniejszego niż Bóg. Czasami nawet bałem się tego czy aby kurs nie zbliży mnie zbytnio do Kościoła. Przez cały ten okres w moim życiu przeżyłem chwile, w których jak mi się wydawało byłem blisko Boga, jak i chwile, w których Bóg przestał być dla mnie ważny. Stopniowo oddalając się od Boga doszedłem do miejsca w moim życiu, w którym Bóg przestał dla mnie cokolwiek znaczyć. Przeżyłem wiele ciężkich chwil, które pokazały mi, że życie bez Boga jest puste i nic nie warte. W chwilach dla mnie najbardziej ciężkich poczułem jednak, że Bóg nigdy mnie nie opuścił, że nadal mnie kocha mimo tego, że tak bardzo Go skrzywdziłem. Dałem się poprowadzić za rękę. Postanowiłem wyspowiadać się i ponownie odnaleźć kurs Filipa (Nowe Życie z Bogiem). Umysł podpowiadał, że nie warto, że to nie dla mnie, że to mi nic nie da. Nie poddałem się i zapisałem się na kurs. Mimo wszelkich przeciwności ukończyłem cały kurs. Na nowo odkryłem i poczułem miłość Boga … Nie sposób opisać tego, co czuję teraz i jak wiele kurs zmienił w moim życiu. Jednego jestem pewien: Wiem, że rozpocząłem nowe życie z Bogiem.

Chwała Panu! Przemek

Byłam, jak tłum oskarżający Jezusa …

Witajcie!

Chcę się podzielić tym, jak Nasz Pan Jezus doświadczył mnie swoją obecnością.

Ponad 10 lat temu, rozpadło się małżeństwo moich rodziców, i tym samym nastąpił rozłam rodziny. Ja przez te wszystkie lata miałam żal, byłam rozgoryczona, wręcz twierdziłam, że skoro mój ziemski opiekun – tata, mnie zostawił, to dlaczego Jezus ma mnie kochać? Uważałam, że jest taki sam, że jestem Mu nie potrzebna itp.

Pewnego dnia szukając rekolekcji znalazłam na stronie Saletynów informacje o kursie Nowe Życie z Bogiem. Długo się nie zastanawiając postanowiłam przyjść i Jezus zaskoczył mnie tym, bo ofiarował mi coś bardzo cennego. Kiedy podpisałam deklarację i oddałam Mu swoje życie uznając Go za Króla i Pana mojego życia już na zawsze, wtedy ukazał mi swoje miłosierdzie i oblicze w moim ziemskim tacie.

W 4 niedzielę Wielkiego Postu odwiedziliśmy go całą rodziną tzn. ja, mama i moja siostra, po raz pierwszy od wielu wielu lat moja rozmowa z nim była radosna, pełna spokoju, nie było w niej nerwowości, żalu, pretensji.

Po tej wizycie długo zastanawiałam się, co się zmieniło, co się stało … Dopiero w poniedziałkowy poranek po modlitwie do Ducha Świętego, dotarło do mnie, że w moim ziemskim tacie jest mój Król i Pan Jezus Chrystus i to dzięki Niemu i przez Niego nasze relacje zaczęły się poprawiać.

Wierzę, że poprzez Kurs i otrzymanie nowego życia, poprzez zawierzenie, On może i działa cuda … dając mi dar przebaczenia.

Chwała Tobie Panie. Żaneta

UWAGA! CZŁOWIEK ZA BURTĄ!

UWAGA! CZŁOWIEK ZA BURTĄ!

(ŚWIADECTWO)

W ostatnim czasie brałam udział w kursie Nowe Życie z Bogiem, który przygotowała dla Nas Szkoła Nowej Ewangelizacji przy parafii Matki Bożej Salentyńskiej w Rzeszowie.

Decyzje o swoim nawróceniu podjęłam dwa lata temu. Dlatego początkowo nie odpowiadałam na zaproszenie na kurs ewangelizacyjny. Sądziłam, że wiem już wszystko o Bożej miłości, przebaczeniu, grzechu, że ten kurs nie wprowadzi nic nowego w moje życie.

Ale Bóg miał inny plan dla mnie.

Dzięki swojej sile i ludziom, których postawił na mojej drodze przeżyłam kurs, który niezwykle wpłynął na moje dotychczasowe życie. Na nowo uświadomiłam sobie, że nawrócenie to nie tylko decyzja o zmianie „jakości” i „stylu” życia, to nie tylko zmiana poglądów, wyzbycie się przywiązania do grzechu. Ale to przede wszystkim nawiązanie głębokiej relacji z Bogiem. Zaś ta relacja opiera się głównie na zaufaniu, zaufaniu, które jest podstawą tego wszystkiego co Bóg chce zbudować w moim życiu.

Ale tego zaufania mi brakowało..

Przez wiele lat Boga w moim życiu nie było. Kiedy upadłam naprawdę nisko myślałam, że to już koniec, „przegrałam” swoje życie, nie ma już szans naprawić wyrządzonego zła, uzdrowić złamane serce, że nic mnie już nie czeka poza bólem samego życia.

Ale Bóg ma wielką moc! Moc uzdrowienia, przemiany i ożywienia serca! Dla Boga nie ma rzeczy niemożliwych.

Wyciągnął mnie z mojego grzechu, z bezsilności, smutku i przygnębienia.

Dał mi całkiem Nowe Życie!

W moim sercu nie ma już strachu, lęku, nie ma smutku. Jest za to cudowny pokój i radość.

Oczywiście problemy dnia codziennego nie zniknęły – to nie działa w ten sposób. Ale nie odbierają mi one sensu życia gdyż wierzę, ze jest przy mnie troskliwy Ojciec, który czuwa i nie zostawi mnie samej, który zawsze  dodaje sił i otuchy.

W moim życiu pojawiła się harmonia i porządek. Bóg postawił na mojej drodze ludzi, dzięki którym łatwiej mi żyć w czystości serca, modlić się, budować relacje. Obecnie jestem szczęśliwą narzeczoną Piotra. Obydwoje oddaliśmy Nasze wspólne życie Bogu i ufamy, że dzięki jego miłości uda nam się przetrwać niejedną życiową burzę.

Życie człowieka, który podjął decyzję o nawróceniu można porównać  do barki pływającej po morzu. Na początku morze jest spokojne, ale szybko przychodzą burze z wichrem i z piorunami. Wypadamy z barki.. i co dalej?

Człowiek, który podjął decyzje zaufania Bogu i zmiany myślenia jest silny mocą obecnego w jego życiu Boga ale jednocześnie wciąż za słaby, aby samotnie pływać po morzu. Przychodzi moment wątpliwości, nieufności a w konsekwencji chwila załamania się, poddania i powrotu do grzechu. Przychodzi wtedy myśl, czy warto dalej walczyć w pojedynkę.

Ze mną było podobnie, pół roku po oddaniu swojego życia Bogu wróciłam do swoich „starych” grzechów i przyzwyczajeń. Zaczęłam upadać i nie było koło mnie nikogo kto by pomógł mi powstać. Zaczęłam w swoich modlitwach wołać do Boga o pomoc i prosić Go, aby postawił na mojej drodze ludzi, którzy mi pomogą podnieść się i trwać.

Bóg nie pozostaje obojętny na nasze uporczywe wołanie. Trafiłam do Wspólnoty Modlitewno – Ewangelizacyjnej „Effatha”, która działa przy Szkole Nowej Ewangelizacji św. Filipa w parafii Matki Bożej Salentyńskiej w Rzeszowie. Są tu ludzie, którym mogę zaufać, zwrócić się z każdym problemem i wiem, że przyjdą z pomocą kiedy będę tego potrzebować.

Na co dzień mamy dużo spraw, zmartwień, planów i często zapominamy o Bogu i stajemy się obojętni wobec drugiego człowieka. W małej wspólnocie uczniów Jezusa jestem bliżej zarówno Boga jak i drugiego człowieka. Spotkania wspólnotowe mobilizują mnie do tego aby na chwile się zatrzymać, odłożyć wszystko na bok i przeznaczyć czas tylko dla Boga i bliźniego. Ten czas przeżyty na modlitwie Słowem Bożym w bliskości Siostry i Brata ze Wspólnoty wydaje owoce w moim życiu. Już się tak łatwo nie poddaje, kiedy na morzu mojego życia widzę złośliwe fale. W mojej barce jest Jezus, któremu oddałam moje życie oraz Siostry i Bracia w Chrystusie, którzy podobnie myślą, czują, mają podobne priorytety w życiu i zostali uzdolnieni przez Ducha Świętego, aby mnie kochać taka jaką jestem i nie zostawić mnie, kiedy zagraża mi niebezpieczeństwo.

To Ci, którzy zostali powołani w Kościele, aby swoim życiem i działaniem wskazywać na Jezusa tym, którzy mimo, że są ochrzczeni, jeszcze Go w swoim życiu nie spotkali i nie doświadczyli Jego miłości.

Dlatego dziękuję Bogu za Moją wspólnotę.

I zapraszam każdego kto czuje się podobnie, aby wziął udział w Kursie Nowe Życie z Bogiem i przyszedł na nasze spotkania. Informacja o kursie znajduje się tutaj a nasze spotkania, na które możesz przyjść od zaraz, odbywają się we wtorki o godz. 18.30, w sali nr 2, w dolnym kościele Matki Bożej Saletyńskiej. Bóg nie powołał człowieka do życia w samotności ale we wspólnocie. Potrzebujemy Chrystusa, który daje nam Życie Wieczne, potrzebujemy też brata i przyjaciela aby podał pomocną dłoń gdy kolejna życiowa burza wyrzuci nas za burtę i zaczniemy tonąć.

Agnieszka z II Wspólnoty Modlitewno – Ewangelizacyjnej

Szkoła nowej ewangelizacji św. Filipa Effatha (05)

To nie koniec kursu Filipa

To krótkie świadectwo…, choć w sercu dużo emocji i słowa tego nie potrafią wyrazić choć minęło już kilkanaście dni od kursu.

Dla mnie to nie koniec kursu Filipa, koniec poznawania Ducha Świętego.  To początek. Mam nadzieję, że będzie On napełniał mnie co dzień kropelkami życiodajnej wody, aż w końcu się Nim przepełnię, a nawet w
Nim zanurzę!… Dziękuję wszystkim uczestnikom i prowadzącym za ciepło!
Chwała Panu!

ASIA z Krakowa

Po kursie Filipa …

      Jestem mężatką, mam 50 lat i czworo dzieci w wieku 27, 26, 23 i 17 lat, przy czym najstarsza córka nie mieszka   z nami ponieważ wyszła za mąż.

     Bardzo długo wahałam się czy wziąć udział w kursie z powodu dużej ilości obowiązków.  Zachętą była jednak możliwość pogłębienia wiary.

Już po pierwszym dniu, pomimo zmęczenia (nie spodziewałam się, że będzie to też duży wysiłek umysłowy) czułam radość i pewność, że dobrze zrobiłam idąc na kurs. Całe prawie moje dorosłe życie biegam załatwiając różne „ważne” sprawy, a dla Pana Boga, który jest naszym Stwórcą mam tak mało czasu. Jeżeli już jest, to bardzo ograniczony.

W czasie kursu czułam, że wszystko jak gdyby stało się mniej ważne, bo był tylko On ze swoim Słowem, które na nowo odkrywałam. Prowadzący  w jasny sposób przekazywali nam prawdy dotyczące naszej Wiary, Nadziei i Miłości, popierali swoje słowa cytatami z Pisma Świętego. Przyznaję, że musiałam się trochę pogimnastykować umysłowo i nie zawsze nadążałam za tokiem myślenia oraz wyszukiwaniem podanych fragmentów. Jednak w sobotę i niedzielę rano ochoczo „rzucałam wszystko” i biegłam mimo mrozu i śniegu na kurs. W ogóle w czasie kursu czułam wielką radość w sercu. Czułam też, że prowadzący mówią prawdy, w które naprawdę wierzą. Czułam się tam dobrze mimo tego, że średnia wieku raczej była dużo poniżej mojego.

Najpiękniejszych jednak przeżyć dostarczyły mi Eucharystie. W swoim życiu przeżyłam ich wiele, to jednak w tak głęboki sposób rzadko udało mi się w nich uczestniczyć. W sobotę podczas Mszy Świętej była modlitwa wstawiennicza – podczas niej trzy osoby modliły się nade mną. Odczułam wtedy  silne ciepło i myślę, że chyba w ten sposób działał we mnie Duch Święty. W niedzielę zaś po Komunii Świętej płakałam i były to łzy szczęścia, tak mocno odczułam Miłość Pana Jezusa, który przyszedł do mnie. Zapragnęłam dzielić tą Miłością i nieść ją do wszystkich ludzi, których spotkam.

Po przyjściu do domu dzieliłam się tym czego doświadczyłam na kursie ze swoimi bliskimi. Chcę też to świadectwo przesłać mężowi, który jest obecnie ciężko chory i od kilkunastu lat przebywa za granicą.

W poniedziałek, gdy przyszłam do pracy, pomimo, że wcześniej nie byłam zbyt rozmowna powiedziałam, że dostałam najpiękniejszy „prezent Mikołajowy”, bo byłam na kursie ewangelizacyjnym.

To świadectwo piszę w niedzielę, tydzień po zakończeniu kursu. Ten tydzień nie był dla mnie łatwy. Były wielkie awantury w domu, takie, jakie nigdy do tej pory się nie zdarzały. Z bardzo błahych powodów, a wynikały głównie z kłótni między mną a najmłodszą córką. Ciężko mi było wtedy utrzymać radość, którą miałam w sercu. Prawie codziennie wieczorem płakałam, ale teraz myślę, że był to atak złego ducha, aby zepsuć to, co otrzymałam od Jezusa. Myślę, że będzie jeszcze wiele ciężkich chwil w moim życiu, ale Pan mi da siłę, aby przez nie przejść. W dalszym ciągu chciałabym wszystkim mówić o Jego Miłości.

Przed kursem myślałam też, że chyba niewiele nowego mogę się dowiedzieć i to w dodatku od takich młodych ludzi, ale okazało się, że dowiedziałam się bardzo dużo. Mocno zapamiętałam to, że Pan Bóg kocha mnie, jako grzesznika i moje dobre czyny nie mogą już powiększyć tej nieskończonej Miłości oraz to, że człowiekowi potrzebna jest wspólnota, bo jeżeli będzie sam, to łatwo będzie go złamać. Jestem też odważniejsza i bardziej otwarta w kontaktach z ludźmi, chociaż od wielu lat byłam osobą nieśmiałą. Chciałabym też znaleźć wspólnotę, w której znajdę ludzi pragnących coraz bardziej kochać Pana Boga.

Chwała Panu za wszystko, co dla mnie czyni!!!

BEATA z Krakowa

Jezus przychodzi do mojego życia …

Mój pierwszy Kurs Filipa przeżywałam 8 lat temu. Teraz ponownie uczestniczyłam w tym kursie, tym razem już od strony posługującej w ekipy prowadzącej kurs. Podczas kursu zobaczyłam, jak wiele Jezus zmienił w moim życiu przez ten czas. Niewiele zmieniła się moja sytuacja życiowa, która przynosi mi cierpienie, natomiast  zmieniło się moje patrzenie na tę sytuację. Widzę, że Jezus przychodzi do mojego życia i przynosi Pokój, Miłość i Moc. Przychodzi i z troską przeprowadza mnie przez naprawdę trudne sytuacje, uzdrawia moje relacje i daje światło na dalsze życie.

ANETA D.

To czego doświadczyłem przerosło moje oczekiwania

Szczęść Boże !

 Mam na imię Michał i chcę podzielić się tym czego doświadczyłem na kursie Filipa.

Poszedłem na niego rozpoczynając nowy etap w życiu. Po dwóch latach skończyłem terapię uzależnień i rozpoczynam samodzielne życie. Przeżywałem różne trudności emocjonalne (m.in. perspektywę trudnego spotkania z dziewczyną z którą byłem w związku). Miałem trudności ze snem, panowaniem nad emocjami. Na kurs poszedłem, wierząc, że pomoże mi odzyskać spokój i wzmocni mnie. To czego doświadczyłem przerosło moje oczekiwania. Już w pierwszym dniach kursu doświadczałem spokoju, i jakby mi się pewne kwestie rozjaśniały. Obawiałem się kolejnych kroków, ale czułem w sobie że chcę, aby otwierać się coraz bardziej. Z dużym zainteresowaniem słuchałem tego co mają do powiedzenia nasi Bracia i Siostry, którzy dzielili się z nami. Doświadczałem bliskości, spokoju na wspólnych rozmowach, modlitwie, adoracji.

Sam przed Ośrodkiem spędziłem rok w Chrześcijańskiej Wspólnocie Cenacolo. Doświadczyłem tam wyjątkowej obecności i bliskości Pana Jezusa – jednak z powodów zdrowotnych musiałem ją opuścić – myślałem, że na krótko – okazało się jednak inaczej.

Moje wyobrażenie świata zewnętrznego opierało sie na wcześniejszych doświadczeniach z okresu, gdy miałem problemy z narkotykami, agresją i byłem uwikłany w różne dziwne relacje. Wiązało się to z dużym lękiem, mało wierzyłem, że podobnych rzeczy mogę doświadczać na zewnątrz z innymi i że jest tylu ludzi którzy żyją wiarą. Moje przekonanie zmieniło się po kursie. Przekonałem się, że i tu Pan Jezus działa z Mocą i Miłością i że jestem pod Opieką i mogę rozwijać się duchowo oddając się w tą Opiekę.

Ponadto zauważyłem, że żyłem postawą drugiego syna, z przypowieści o Marnotrawnym Synu, a właściwie Miłosiernym Ojcu. Że mam w sobie dużo zazdrości, złości, że modlę się nieraz ze strachu, chyba przed tym, że jak nie będę tego wszystkiego robił, to Pan Bóg mnie ukarze i odrzuci. Że chcę zasługiwać na Miłość, która nic nie kosztuje.

Doświadczyłem na kursie, ogromu Bożej Miłości Dobrego Ojca i Kochanego Zbawiciela, poprzez działanie Ducha Świętego  –  zrozumiałem, że ani na chwilę Pan Jezus nie opuścił mnie. Nie stawia warunków i kocha mnie. Jest ze mną cały czas z całą mocą Swojego Ducha. Podczas modlitwy usłyszałem również Słowo, które Pan Jezus skierował bezpośrednio do mnie. Było to, jak czułe dotknięcie, rozbroiło mnie i wzruszyłem się głęboko, aż do łez.

Dostałem ponadto różaniec, bardzo osobisty i czuły prezent, bo jest to różaniec z „Łez Hiobowych” podobny do tych jakie robiliśmy w Naszej Wspólnocie, a jednocześnie odpowiada moim pragnieniom. Tylko Pan Jezus mógł to wiedzieć. Poczułem się przygarnięty i bardzo mocno przytulony do Serca. Moja wiara wzmocniła się i zyskałem dużo większy spokój wewnętrzny i z większym zaufaniem przyjmuję to co jest.

Koniecznie jeśli pójdziecie zostańcie do końca.

MICHAŁ

Świadectwo z kursu Filipa – Odbyło się bez fajerwerków

Witam !

Nazywam się Paweł. Chcę opowiedzieć o kursie Filipa. W jaki sposób wpłynął on na mnie?

Aby historia miała sens muszę zrobić krótki wstęp o swoim życiu. Mam 23 lata, wychowałem się w patologicznej rodzinie. Ojciec pijak i damski bokser. Gdy miałem 16 lat popełnił przy mnie samobójstwo. Mama rok później wyjechała zagranicę w celu zarobkowym. Mnie ogarniała pustka, która przez wiele lat była zapychana filozofią mistyką, narkotykami i sztuką. Osiągałem przeróżne ,,wysokie stany świadomości” połączenia ze wszechświatem, absolutem.

W wieku 21 lat byłem na tyle przeżarty ezoteryczną ideologią, że chciałem porzucić zwyczajny świat i pójść w  świat z gitarą, odżywiając się energią światła. Aż pewnego razu moja faza mnie przerosła. Grzyby halucynogenne zniszczyły mi mózg. Nic nie było takie samo.

Przez 2/3 lata ocierałem się o szaleństwo. Sytuacja w rodzinie do reszty się posypała, nie mogłem nikomu powiedzieć o swoim piekle. Zajęła się mną  moja dziewczyna i tylko dzięki niej żyję, funkcjonuję i jestem …

Przez ten cały czas szukałem Jezusa, ale zawsze byłem jakoś tak o krok, a to czasem  pomodliłem się, potem przestałem. Do kościoła nie chodziłem, bo wydawał mi się pozbawiony prawdziwości, wiary, ducha … Kojarzyłem go raczej jako miejsce dla dewotek. Grzechy dalej miały nade mną władzę, choć w życiu robiło się całkiem dobrze, to jednak dalej nie udało się wyjść ze schematów uzależnieniowych.

Aż w końcu zdarzyło się, że jakimś przypadkiem (?)  dostałem się na kurs Filipa. Po tym kursie coś we mnie ruszyło … Odbyło się bez fajerwerków. Niby wszystko jest tak samo, ale jednak jest inaczej.

Czuję w sobie wiarę, wydaje mi się, że pomalutku kiełkuje we mnie obecność Ducha Świętego. To co wydawało mi się śmieszne (kościół, msza), zyskało dla mnie sens, stało się prawdziwe i ważne. Jest dobre … po co miałbym się przeciwko temu buntować? To dodaje tylko siły w życiu. Bez tego jestem targany przez byle podmuch wiatru. Uważam, że dzięki temu kursowi moje życie może osiągnąć sens, którego szukałem całe życie. Wiem, że już tak jest, że jako człowiek upadam i będę upadać, ale wiem już dokąd iść i nie ma we mnie strachu. Dziękuję.

PAWEŁ